Kontent, pushapsy i serwis parentingowy…
No i stało się! Znalazłam pracę, jestem teraz korporacyjnym szczurem i uczę się nowego, zastrzeżonego dla przeciętnego zjadacza chleba, języka. Przeraża mnie tylko ilość anglicyzmów do ogarnięcia i zapamiętania. Pierwszy tydzień był niezłym wyzwaniem, bo niby wszyscy mówią po polsku, ale jakiś inny ten polski…
Zadowolony kontent
Na dzień dobry szef przywitał mnie słowami, że “My tu nie tworzymy kontentu tylko zarządzamy kontentem”… No tak, tylko co to ten kontent? Według mojej wiedzy i Słownika Języka Polskiego “kontent daw. «zadowolony»”. Trochę mi to nie pasowało do przesłania, o które chodziło szefowi – zaczęłam więc pytać. Oto co usłyszałam od kilku “wtajemniczonych”:
Ja: - Co to jest ten kontent?
Wtajemniczony: - No jak to co? Treść.
Ja: – A to nie można mówić po prostu treść?
Wtajemniczony: – No nie.
Ja: – A dlaczego?
Wtajemniczony: – Bo tak lepiej brzmi.
Bo tak lepiej brzmi?! Jak dla kogo. Dla mnie nie. Jak większość nowych słów, których się właśnie uczę i dochodzę do wniosku, że zostały wprowadzone zupełnie bez sensu… No bo rozumiem wprowadzanie angielskiego słowa w sytuacji, kiedy nie ma polskiego odpowiednika – taki na przykład Internet – nie było słowa, a trzeba było jakoś nazwać nowe zjawisko – no i jest, spolszczone z odmianą wszystko gra.
Co innego gdy wprowadza się angielskie słownictwo tylko dlatego, że “modniej” brzmi, że jest na topie. Choćby taki feedback, startup, czy usability, o których napisał Piotr Sajnog. Jak strasznie mnie to irytuje wie tylko mój Paweł, który co i raz wysłuchuje kazań za wszystkich internautów :)
Dzieci się rodzą między pompkami
Ostatnio taką dyskusję odbyliśmy przy okazji Flakerowych pompek. Kiedy zaczęło się masowe pompowanie na flakerze, pojawił się też tag (zastanawiam się, czy i tego określenia nie da się jakoś ucywilizować, tzn. przerobić na nasze), więc pojawił się tag pushups. No i co niektórzy już zamiast pompek, pisali, że robią pushupsy. Nie wytrzymałam i podzieliłam się tym “problemem” na forum Flakera. Oddźwięk (nie feedback) bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Czyli, jest jeszcze nadzieja…
… choćby na to, że nie powstaną, jak to ostatnio usłyszałam przy okazji narodzin córki Artura Kurasińskiego, serwisy parentingowe. Na chwilę mnie zablokowało, jak to usłyszałam. Potem zaczęłam głęboko oddychać i zastanawiać się – co to za serwis. Kiedy nadeszło olśnienie, po raz kolejny we mnie zawrzało… po jaką, za przeproszeniem, cholerę wymyślać takie określenia? Toż nie lepiej powiedzieć po prostu serwis rodzicielski, albo serwis dla rodziców?…
Koniec i bomba…
Podsumowując… z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku, życzę wszystkim, aby pisząc i wypowiadając się na blogach, mikroblogach i innych fejsbukach ;) pomyśleli czasami, co i jak piszą. No bo, czy to naprawdę taki wielki wstyd mówić i pisać po Polsku? Albo przynajmniej starać się to robić?…
Dodaję “fejsbuka” to swojej listy :)
P.S. Dzięki za linka do artykułu, ale mam małą prośbę o korektę – moje nazwisko pisze się przez “o” :-)
Fenks!
Ghati w 100% się z Tobą zgadzam. Sam co prawda bardzo lubię język angielski, lubię go używać i poznawać nowe zwroty, ale jestem również fanem języka polskiego, denerwują mnie błędy popełniane przez ludzi jak i usilne wtrącanie angielskich zwrotów do języka. Wspomniane przez Ciebie są rzeczywiście irytujące. Podobnie jest ostatnio ze stanowiskami w firmach. No bo w czym taki “community manager” jest lepszy od animatora społeczności?
@Arnvald – używanie słów pochodzenia obcego nie jest tyle błędem co złą praktyką. Czy drażni Cię słowo “rower” albo “dżojstik”? Pewnie nie a są to słowa zaadaptowana z języka angielskiego – po prostu często ich używano i stały się częścią naszego języka. Co do np. słowa “content” – jest wiele wypadkow kiedy uzycie slowa angielskiego “content zamiast polskiego “tresci” jest wygodniejsze i nie wprowadza rozmowcow w blad. Co do naduzywania “makaronizmow” zgadzam sie – zle to swiadczy o zasobnosci jezyka osoby wypowiadajacej sie. Nadal jednak nie jest to blad.
Amen.
p.s. Dlaczego u Ciebie na blogu zamiast “odpowiedz” jest “reply” a zamiast “Komentarze” – comments? Taka mała świąteczna obłudka? ;)
@lavinka nie obłudka, tylko co najwyżej brak umiejętności w zmianie takich rzeczy. :) Uśmiechnę się do Fanatyka, może coś pomoże :) Ale dzięki za zwrócenie na to uwagi :)
A mnie dodatkowo irytuje, gdy zamiast “telefon komórkowy” słyszę (i coraz częściej, o zgrozo, czytam!) “słuchawka”. To w cale nie brzmi imho profesjonalnie, bo tak niby ma brzmieć hieh…
@Artur ale ja nie napisałem, że to błąd, napisałem, że “denerwują mnie błędy popełniane przez ludzi jak i usilne wtrącanie angielskich zwrotów do języka” – czyli dwie osobne sprawy. Z tymi błędami chodziło mi o to, jak słabo znamy nasz język. Codziennie słyszę zwroty typu “tą książkę”, “szłem”, “mnie się podoba” itp. :)
a ja już się za to nie obrażam i mi się krew nie gotuje
co więcej uważam, że lepiej brzmi czasami
Jestem w tej kwestii bardzo zaklamana- zjawisko, ktore opisalas irytuje mnie rownie mocno, co Ciebie, a jednak czesto lapie sie na takim ‘riplejsmencie’ ;) w wydaniu wlasnym. Bardzo ciekawy tekst.