Rewolucja językowa, czyli co oni mówią na Blipie.
4 stycznia 2009 – dzień, w którym poznałam Blipa. Od tego czasu wszelkie zasady fleksji, interpunkcji i ortografii, które wyniosłam ze szkoły, legły w gruzach. Pięć lat studiowania języka polskiego, to – jak się okazało – za mało, by go poznać.
160 znaków by opisać swoje życie. 160 znaków by wyrazić emocje, by nazwać czynności, by przekazać informację. Forma – często nie przypomina klasycznego zdania:

Nie zaczyna się wielką literą, nie ma kropki na końcu zdania, a i nie wszystkie wyrazy są poprawnie odmienione. Myślałby kto – „Kali umieć, Kali potrafić” (bez obrazy dla ^Kali187 :)), ale niestety, czasami aż strach czytać to, co pojawia się na ekranie. Powód?… Przede wszystkim sztywne tagi, których nie każdemu chce się odmieniać:


Aby wiadomość dotarła do osób obserwujących dany tag trzeba go odpowiednio zaznaczyć w tekście. Jak widać powyżej na przykładzie tagu #warszawa. Jednak słowo poprzedzone zaimkami „w”, czy „po” wymusza odmianę: w warszawie i po warszawie – dlatego warto, mimo wszystko, próbować odmieniać również tagi:

Wystarczy użyć kropki czy apostrofu i już zdanie nabiera jakiegoś kształtu.
Wiadomo, język mikroblogów bardziej przypomina język mówiony niż pisany. Często można znaleźć wręcz fonetyczny zapis wyrazów: bosz, poka, aua…

…czy łączenie kilku wyrazów w jeden chceto, drogiblipie, pokakota, niewiemjaktootagować, czy wstydliwewyznania.

Nie ułatwia to czytania tekstu, wręcz czasami zaburza komunikat, bo wymusza dłuższe zastanowienie się nas sensem przekazu, szczególnie gdy takie wypowiedzi czyta osoba nie używająca mikroblogów. Jednak użytkownicy Blipa, Flakera czy innych tego typu serwisów tak bardzo „wsiąknęli” w ten sposób komunikacji, że niestety, przestają zwracać na to uwagę. A szkoda.
Blip ma specyficzną składnię ze względu na tagi. Można co prawda tworzyć kolejne tagi #siatkarze zamiast pisać #siatkówka.rze, ale to oznacza użycie innego tagu i osoby, które nie śledzą co ja piszę a śledzą tag #siatkówka nie dostaną mojej wiadomości. Więc to chęć dotarcia do grupy śledzącej konkretny tag spowodowała tą… ewolucję składni języka używanego na blipie.
Czy to źle czy dobrze nie wiem… Jest to jakaś zmiana – trudno wartościować już teraz, pewnie łatwiej będzie to ocenić za jakiś czas. Na chwilę obecną trzeba się z tym pogodzić :)
A widzisz – takie pisanie zmusza odbiorcę do zastanowienia się nad sensem przekazu, czyli do MYŚLENIA! Ot, sukces Blipa…:)
Zgodzę się z Tobą, droga Autorko, że czasem ciężko odszyfrować, co w danym blipnięciu (to ci ciekawy słowotwór) autor miał na myśli, gdy tworzy tag długi na kilkadziesiąt znaków. Męczy to niesamowicie. Ale czasem rozumiem blipujacych, bo sam ma problem, jak pisać #Sopot. Dziś ładna pogoda w #Sopocie, czy może “w #Sopot.cie”? Najczęściej wybieram tę drugą formę…i potem sam się dziwię, że coś takiego spłodziłem.
Tagi tagami, ale to, co mnie odrzuca od monitora to własnie te wszystkie “bosh”, “jesoo” itp. I nie chodzi mi tylko o sferę religii – ale to jakiś lans jest, żeby tak “z angielska” pisać?
Nie przesadzajmy. Też studiowałam polonistykę i mam szacunek dla zasad ortografii, interpunkcji i gramatyki, ale… Są dwa “ale”: primo, nie wszystko da się odmienić, nawet z apostrofem (przykład blipnięcia Królowej na temat Gdyni niezbyt fortunnie dobrałaś) i nie wszystko w takiej odmianie wygląda dobrze, że o czytelności nie wspomnę. Secundo – dajmy sobie trochę luzu! Język jest dla ludzi i służy komunikacji i zabawie. Ja lubię bawić się językiem, a moje “bosz” i “fak” to takie językowe przymrużenie oka. Nie bądźmy tacy serio!
Pamiętaj też, że podstawową cechą języka jest jego nieustanna ewolucja i dążenie do uproszczenia :)
“Pięć lat studiowania języka polskiego, to – jak się okazało – za mało, by go poznać.”
Jeśli chodzi o język żywy, to zmienia się on nieustannie, więc nigdy nie można powiedzieć, że się go poznało, bo się rozwija. O łacinie można powiedzieć, że się ją poznało, bo to język martwy, polski, chwała Bogu, jeszcze nie. To po pierwsze. Po drugie żadne zasady nie legły w gruzach, ale istnieje coś takiego jak slang, mowa potoczna, specyfika danego miejsca – chyba że to ironia, ale tak wyrażona, że wydaje się nią nie być. Nie wiem czy ten post jest żartem, czy naprawdę się oburzasz tym, że w specyficznym serwisie, ludzie, którzy na ogół doskonale wiedzą jak się prawidłowo posługiwać językiem polskim ( a taka jest większość osób, których blipnięcia wykorzystałaś do poparcia swojej tezy), tworzą swoisty slang, język tego serwisu. Zatem to, że ktoś pisze na blipie “osz fak” lub “rurzowy” nie oznacza, że pisze tak również w innych miejscach.
Gdy czyta osoba “z zewnątrz” trudno jej zrozumieć? Ależ tak jest z każdym innym środowiskiem, czy to w różnych zawodach, czy grupach społecznych. A jeśli wejdziesz między wrony…
Napisałam komentarz i chyba mi go zjadło, zamiast zapisać do moderacji. Więc w skrócie:
język jest tworem podlegającym ewolucji. Ewolucja i dążenie do uproszczenia to jego podstawowa cecha. Tyle z punktu widzenia formalnego, a z nieformalnego – nie bądźmy tacy poważni! Mnie na szczęście studia polonistyczne nie oduczyły zabaw językowych i mam szczera nadzieję, że nic i nikt tego już zrobić nie zdoła.
[...] jeszcze inne, ciekawe zjawisko językowe, o którym bardzo interesujący artykuł napisała Gathi, czyli o tworach językowych na serwisie BLIP. Polecam przeczytać ten artykuł jak [...]